Nepal-Lukla Airport

Obecnie takim miejscem umownym skąd wyrusza się pod najwyższą górę świata jest małe miasteczko Lukla. Znajduje się na wysokości 2860 m.n.p.m i jest otoczona przez wysokie szczyty. To sprawia, że do dnia dzisiejszego nie prowadzi tam żadna droga dla pojazdów mechanicznych. Natomiast z pomocą przyszedł pierwszy zdobywca najwyższej góry świata, Edmund Hillary. Po ogromnym sukcesie Nowozelandczyka zyskał ogromną sławę oraz przychylność Nepalczyków. Dzięki temu miał możliwość wykupienia kawałka ziemi, którą postanowił przeznaczyć na lotnisko. Osobiście nadzorował budowę i finalnie w 1964 roku lotnisko było gotowe do użytkowania. Co prawda lotnisko to duże słowo, bo wszystko ograniczało się do krótkiego pasa startowego na niewielkim skrawku zbocza góry.

Co ciekawe grunt kosztował go w tamtych czasach 2650 USD. A legenda głosi, że początkowo Hillary był niezadowolony z twardości gleby. Wobec tego kupił znaczną ilość lokalnego trunku dla Szerpów. A następnie poprosił ich o wykonanie tańca tupania, aby utwardzić ziemię. Lata mijały i dopiero w 2001 roku pas startowy doczekał się asfaltowej nawierzchni z prawdziwego zdarzenia.

Budowa lotniska znacznie przyczyniła się rozwoju regionu. Praktycznie wszystko z czym przyjdzie nam się zetknąć znalazło się tam dzięki transportowi lotniczemu ze stolicy kraju, Katmandu. Możliwe tam jest lądowanie chociaż małych samolotów i jest to najlepszy sposób by dostarczać tam towary które dalej wędrują na plecach tragarzy w trudno dostępne wioski. Tym samym najszybszy i najwygodniejszy by dostarczać ludzi w tym osoby chcące zacząć trekking w stronę Everestu. Z Katmandu lot trwa około 40 minut lotu i jest się na miejscu. W przeciwnym razie ostatnia miejscowość, gdzie da się dojechać samochodem to małe miasteczko Salleri które jest oddalone od Lukli o 4 dni pieszej wędrówki przez góry i dżungle.

W rankingu „The History Channel” lotnisko w Lukli zostało umieszczone na miejscu 1 jako najniebezpieczniejszy port lotniczy naszej planety. Ta niechlubna sława również przyczyniła się do popularności tego miejsca, ale mimo wszystko nie brakuje chętnych by dotrzeć do Lukli drogą lotniczą.

Ciężko określić co stanowi największe niebezpieczeństwo, ale na szczególną uwagę zasługuje krótki pas startowy. Zaledwie 527 metrów w razie jakichkolwiek problemów nie daje marginesu na podejmowanie decyzji. Zarówno przy lądowaniu jak i starcie samolotu jest to bilet w jedną stronę. Przy lądowaniu ze względu na ukształtowanie terenu i małe możliwości bezpiecznego odejścia na drugi krąg w przypadku nieudanego podejścia, ponad to na tym lotnisku nie ma takiej procedury ponownej próby lądowania. Jakby tego było mało przy manewrze lądowania pas startowy kończy się litą skałą. Więc samo wylądowanie to jeszcze połowa sukcesu, bo trzeba jeszcze zdołać wyhamować rozpędzoną maszynę. Przy starcie sprawa nie wygląda wcale lepiej. Gdy samolot rozpędza się by wznieść ku przestworzom nie ma już odwrotu. Albo wystartuje albo runie w przepaść.

Ogromny wpływ na funkcjonowanie lotniska ma również pogoda. To ona rozdaje tam karty i decyduje o tym czy danego dnia coś wyląduje lub wystartuje z Lukli. W związku z tym loty są zwykle zaplanowane na wczesny poranek. Później to już jedna wielka loteria. Silne wiatry i niedostateczna widoczność są powodem notorycznego zamykania lotniska a w czasie pory monsunowej to nawet 50% odwołanych lotów. Natomiast przy dobrej pogodzie samoloty w ciągu jednego dnia są w stanie przetransportować z Katmandu nawet do kilkuset osób.

Lotnisko skrupulatnie pracowało na miano najniebezpieczniejszego lotniska. Już nawet nie ze względu potencjalnego zagrożenia lecz faktycznej ilości wypadków. Niektóre bez konsekwencji, ale niestety miały też miejsce dramatyczne ze sporą ilością ofiar śmiertelnych. Podsumowując Lotnisko w Lukli to ewenement na skalę światową i z pewnością długo pozostanie w czołówce najniebezpieczniejszych lotnisk świata ponieważ ograniczone jest pole manewru w kwestii rozbudowy czy chociaż modernizacji. Dla osób rządnych przygód lot do tego miejsca z pewnością były czymś niezapomnianym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Translate »