Indie-Karma zawsze wraca

I to już koniec podróżowania po Indiach, miałem cichą nadzieję że uda się zdobyć pozwolenie na przekroczenie granicy Indie-Birma. Dlatego specjalnie przyjechałem do Kalkuty żeby wyrobić tutaj wizę jednak najpierw potrzebny był dokument którego nie udało się otrzymać, dwoiłem się i troiłem wysyłając maile od jednej agencji do drugiej i tak w nieskończoność.Odpowiedzi nie otrzymałem i stwierdziłem że nie ma co się szarpać z biurokracją.Jeszcze jakieś 2 miesiące temu nie brałem tego pod uwagę że jest możliwe przekroczenie granicy lądem, oficjalnie jest ona zamknięta dla turystów. Wyczytałem na kilku blogach że jest to możliwe i narobiłem sobie trochę apetytu. No trudno, kiedy już wiedziałem że nici z tego zabukowałem lot z Kalkuty do Bangkoku.Miałem sporo czasu czekając na lot,kręciłem się po całej Kalkucie, zwiedziłem te miasto od jednej strony po drugą. No i tak jak wcześniej wspominałem jest to całkiem inne miasto jak te które wcześniej odwiedziłem w Indiach. O tym jak wygląda Kalkuta przeczytacie w innych wpisach i warto je przeczytać bo Kalkuta to naprawdę ewenement w skali podróżniczej i jest kopalnią doświadczeń i . No i na zakończenie miałem małą niespodziankę która wyszła dość przypadkowo.

W mieście miałem kilka miejsc gdzie codziennie zachodziłem, jednym z nich była ulica z jedzeniem wszyscy mnie tam znali jak tylko się pojawiałem poznani wcześniej sklepikarze z okolicznych budek przychodzili pogadać i wypić herbatę, co najlepsze zostawiali swoje interesy nie pilnując nawet tego mimo że dookoła mnóstwo bezdomnych oraz żebrzących jakoś nic im nie ginęło. Drugim miejscem które odwiedzałem była stacja kolejowa, miałem niedaleko z tej uliczki z jedzeniem więc i także tam zachodziłem. Tam miałem możliwość wyprania sobie rzeczy i kąpieli.
No i jak codziennie z bananem na twarzy poszedłem do mojej ulubionej budki tego dnia wyjątkowo wziąłem sobie jedzenie również na wynos, pięknie zapakowane gazetami i folią. I ruszyłem na dworzec, chwilę wcześniej rozpruł mi się mniejszy plecak w którym trzymam aparat, usiadłem na peronie i zacząłem szyć ten szwajcarski ser.

Po mojej prawej stronie siedział bezdomny, na początku nie zwróciłem na niego większej uwagi, ale z czasem widziałem że zerka co ja tam rzeźbie z tym plecakiem i był naprawdę spoko. Niektórzy to jakby mogli to wsadziliby ręce na siłę do kieszeni i sprawdzili czy ma się pieniądze i przede wszystkich są nachalni do bólu. A ten po prostu sobie siedział nie prosił nawet o pieniądze. Nie miał butów, a jego koszulka była rozerwana w pół. Pomyślałem że dam mu moje sandały zaniosłem mu i był przeszczęśliwy. Pokazuje mu żeby dał mi swoją koszulę to zszyje mu, jednak stwierdziłem że nic z tego nie będzie. Dałem mu swoją koszulkę którą kupiłem w Pakistanie troszkę rozciągnięta i musiałem ją wyprać na szybko pod kranem ale i nie marudził że mokra, no i ogólnie usłyszeć od bezdomnego w Indiach „dziękuję” niemożliwe, a ten podziękował ! Także jeszcze dostał jedzenie które miałem na później 😉 A że ryż je się tutaj rękoma to tu pojawił się problem bo jego dłonie były zdeformowane i było mu ciężko to jeszcze przeorałem pół stacji w poszukiwaniu plastikowej łyżki. No cóż pożegnałem się wziąłem prysznic i poszedłem w stronę miasta.


Już byłem zdrowo po za stacją i nadjechał radiowóz podobny jak taksówki tylko że biały . Tylko jechał za mną i słyszałem jak rozmawiają przez krótkofalówkę . Przyspieszyli i zajechali mi drogę .Wyszli z auta i idą do mnie ! Po ostatnich przejściach w Pakistanie z policją pomyślałem sobie „ja pierdziele co znowu” i usłyszałem „mister ,proszę wsiąść do auta” Taki wał powiedziałem że nigdzie nie wchodzę jak mi nie powiecie po co!!! W sumie to chyba nawet krzyknąłem. Jeden z nich wziął krótkofalówkę do ręki i zaczął z kimś rozmawiać. Moja kolejna myśl to „okej wezwij jeszcze 3134234 garbusów po mnie a najlepiej czołg” Gdyby nie plecaki to już bym dał nogę. No ale czekam…Dał mi te radio i odezwał się tam jakiś gość, przedstawił się i zapewnił mnie żebym się nic nie obawiał, zawiozą mnie na stację tylko na krótką rozmowę.Dojechaliśmy i przy dworcu czekał już pan z którym rozmawiałem przez krótkofalówkę. Szliśmy spacerkiem w stronę peronu, a miedzy czasie zapytał się skąd jestem i co tutaj robię zadał też pytanie w jakim spałem hotelu. No i przecież mu nie powiem że rozbiłem się namiotem w Kalkucie stojąc z nadzieją że nie zauważy że mam namiot przyczepiony do plecaka. Moja odpowiedz to „nazwy hotelu nie pamiętam, ale gdzieś w centrum” A tu kontra z jego strony „a po co ci namiot ?” I ten mój uśmiech skończonego idioty ;D Uśmiechnął się,a później zapytał dlaczego dałem bezdomnemu tyle rzeczy. W sumie to nie wiedziałem co powiedzieć rozśmieszyło mnie to bo zapytał jakby to było zakazane.I to był powód dla którego cofnął mnie z ulicy bo bardzo mu się to spodobało i dlatego bardzo chciał mnie poznać. A po tym i do mnie szczęście się uśmiechnęło! Z tego wszystkiego zaoferowali mi że mogłem pojechać pociągiem gdziekolwiek tylko chciałem,wystarczyło że podam miejscowość, a policjanci dopilnują żebym takowy bilet otrzymał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Translate »