Indie-Święta rzeka

Co łączy wszystkie największe religie świata? To że każda posiada jedyne w swoim rodzaju miejsce które jest ważnym punktem dla wyznawców danej religii bywa nawet że podlega to pod obowiązek by chociaż raz w życiu odwiedzić je osobiście. Chrześcijanie mają Watykan, Muzułmanie Mekkę, Sikowie Amritsar a Hindusi? Hindusi mają Waranasi… Miasto położone w północnej części Indii nad rzeką Ganges.

Waranasi jest kulturalnym centrum północnych Indii od setek lat a brzeg Gangesu stał się tam najważniejszym punktem w Hinduizmie. Obecnie przybywają tam wierni z całych Indii i nie tylko bowiem wierzą że Ganges jest świętą rzeką a największy zaszczyt jaki mogą dostąpić w swoim istnieniu to po śmierci zostać skremowanym u brzegu „świętej rzeki” właśnie w Waranasi a następnie prochy do niej wrzucone. Taki akt pozwala im osiągnąć zbawienie. Na taki pochówek mogą liczyć osoby które mają rodzinę skłonną wydać pieniądze na stos drzewa niezbędnego do rytualnego pochówku oraz osobę przygotowującej ciało.

Gathy to po prostu schody prowadzące do wody i jest ich tam sporo jednak tymi gdzie dokonuje się kremacji są tylko dwie Manikarnika i Harischandra. Okolice Gath niczym nie różnią się od innych miejsc w Indiach więc trzeba być przygotowanym ja wszechobecny brud i niezliczone ilości bezdomnych i intryganckich sprzedawców ale z tym każdy musi się liczyć zanim postawi nogę na Indyjskiej ziemi. Zaś same Gathy są oblegane przez miejscowych modlą się tam, myją , odpoczywają.
Akurat gdy ja odwiedziłem Waranasi trwa jeszcze sezon monsunowy więc poziom rzeki jest dość wysoki z tego powodu nie było możliwości spaceru wzdłuż linii brzegowej bez możliwości omijaniu zalanych budynków lub innych miejskich zabudowań.
Miejsce kremacji znalazłem bardzo szybko i jest to niezwykle dziwne uczucie gdy widzi się palące ciało. Wbrew po za zapachem drewna nie czuć nic nieprzyjemnego choć przyznam że bardziej wrażliwe osoby miałby problem przybywania tam dla samego widoku. Ciało z początku jest owinięte w szaty oraz przystrojone kwiatami jednak szybko nic z tego nie zostaje. W czasie takich ceremonii rodzina wrzuca proch który jeszcze bardziej roznieca ognisko. Pierwszy raz zobaczyłem taką kremację w dzień jednak to co doświadczyłem w nocy naprawdę przyprawiło mnie o ciarki na plecach. Kiedy wszyscy turyści jak i miejscowi byli zajęci ceremonią na gatach ja udałem się z powrotem w okolice kremacji i to było coś nie do podrobienia. Stało kilka palących się stosów a w tle słychać było aż ogłuszające dzwonki i bębny. Obrzęd który odbywa się na oczach rodziny i również przypadkowych osób jest czymś nie do podrobienia i nie do pomyślenia z punktu europejskiej mentalności że w 21 wieku można doświadczyć czegoś takiego. Ale to są Indie! Szokują na każdym kroku.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Translate »