Pakistan-Nanga Parbat

To już moje ostatnie dni w Pakistanie, ostatnim celem była góra zwaną „Górą Mordercą” czyli Nanga Parbat 8126 m.n.p.m. Ten groźny przydomek nie jest bezpodstawny. W latach 1895- 1950 ponad trzydzieści osób zginęło próbując dokonać pierwszego wejścia na szczyt (ostatecznie w roku 1953 pierwszym zdobywcą Nangi Parbat został Austriak Hermann Buhl). Niestety, z biegiem lat zła sława nadal towarzyszy „Górze Mordercy”. Do niedawna była ona jedną z dwóch gór na świecie które nie zostały zdobyte zimą.Bardzo chciałem zobaczyć górę na własne oczy. Wcześniej próbowałem dostać się tam od strony Rakot Bridge jednak policja nie pozwala na trekking, trzeba wziąć Jeepa i wybulić 65 $ , twierdzili że ze względów bezpieczeństwa.Totalny absurd dosłownie absurd !!! Bo drogę powrotną można wracać na piechotę !!!.I gdzie tu logika? No ale cóż nie przeskoczy się tego.Typowa komercja która nakręca lokalny biznes bo to widać gołym okiem. Pełno jeepów przygotowanych i czekających na turystów. Chętnych nie brakuje jednak dla mnie taka opcja była nie do przyjęcia.
Postanowiłem że spróbuję z drugiej strony . Pierwsze to dostać się do miasta Astor po czym udać się dalej wgłąb, bliżej góry. Objechałem górę dookoła,w tym wypadku mówiąc „objechałem górę” to małe słowo bo dystans był naprawdę spory ok.50 kilometrów .Dojechałem do miasteczka Astor ,tam policja eskortowała mnie na posterunek. Standardowa procedura , jednak żeby jechać dalej w stronę Góry i ostatniej wioski przed nią trzeba było wziąć lokalnego busa . Innej opcji nie było. Policja dopilnowała żebym znalazł busa który tam jedzie.

img_8268

Astore

img_8263

Policjanci towarzyszący mi do czasu odjazdu

img_8281

Tetris w wersji Pakistńskiej.

Szczęście dopisało bo załapałem się na jedynego busa który tam jedzie. Bus w zasadzie bardziej jako Jeep towarowy , normalne auto tam nie dojedzie. Jeep bo był zapakowany po brzegi , w środku nie było miejsca więc musiałem jechać na dachu wraz z innymi Pakistańczykami i towarami . Jeśli chodzi o mnie to nie ma lepszej miejscówki niż na dachu.Jeszcze przed wyjazdem zostałem poinformowany, może zaistnieć taka sytuacja że nie będzie możliwości powrotu przez kilka dni jeśli opady deszczu będą obfite. Wówczas drogi są kompletnie nieprzejezdne nawet dla takiego Jeepa co za tym idzie trzeba czekać .
Początkowo droga prowadzi przez mniejsze wioski z czasem robi się ciężej , im dalej tym gorzej aż w pewnym momencie kończy się asfalt i jedzie się sporymi dziurami do tego zaczynają się przepaście. Po ponad 2 godzinach docieram do ostatniej miejscowości przed Nangą Parbat.
Miejscowość położona w pięknym miejscu, otoczona przez wysokie góry.Wioska jest taka mała że każdy każdego zna. Jeep staje w środku wioski i wokół zbiera się mnóstwo ludzi. Niektórzy przychodzą pooglądać z ciekawości, niektórzy przyszli po towary które przywozi im ktoś z Astore. Pierwszego dnia nie miałem za bardzo pola manewru bo lało i to konkretnie, był zatem czas żeby troszkę ogarnąć swój ekwipunek i samego siebie.Nawet zebrało mi się żeby ogarnąć temat zdjęci i wpisu. Noc spędziłem w bardzo skromnym hotelu , materac i to wszystko a cena była jak najbardziej w porządku.Temperatura w nocy spadła bardzo nisko,dobrze że posiadałem dobry śpiwór. Drugiego dnia także lało, ale już wybrałem się na dłuższy spacer. Wszedłem na wzgórze nad miastem i miałem piękny widok na lodowiec oraz samą miejscowość.Niestety chmury zasłoniły Nange Parbat prawie w całości. Rozczarowany nie byłem bo miejsce do którego się wspiąłem było niesamowite a z czasem przestało padać.Po powrocie wróciłem do wioski i po prostu się tam kręciłem poznając nowych mieszkańców.Bardzo chętnie zaczynali sami rozmowę dzięki czemu mogłem się dowiedzieć więcej o tym pięknym zakątku.M.in padł temat jak żyje im się po tym jak talibowie napadli na Base Camp Nanga Parbat i zabili 10-ciu wspinaczy (była tam też Polska ekspedycja jednak uratowało ich to że akurat znajdowali się w obozie położonym wyżej). Ogromna tragedia dla mieszkańców tej wioski , zmieniło się bardzo dużo, wcześniej wioska jak i w lato i zimę była tętniącą życiem wioską. Mnóstwo ekspedycji narodowych oraz turystów szczególnie z Europy. I był to dla nich dobry interes.Teraz przyjeżdża już tylko garstka wspinaczy, poznałem także właściciela hotelu który gości co sezon polskich wspinaczy no i kucharza który gotuje im jedzenie w Base Camp. Widać pełno polskich akcentów. Od naklejek polskich ekspedycji po flagi wiszące na balkonach.

astore-13

Nie ma nic lepszego niż jazda na dachu

astore-14

astore-15

astore-16

Kiedy Jeep odwiedza wioskę , staje się główną atrakcją

astore-17

Główna droga prowadząca przez wioskę

astore-18

Od lewej: Właściciel hotelu który gości polskich wspinaczy , ja i kucharz którego zabierają ze sobą

astore-19

Dzieci chętnie pozują do zdjęć

astore-21

Chłopczyk wyprowadzający bydło

astore-22

Widok na Rupal

astore-23

Można by tak siedzieć i siedzieć , piękna miejscówka

13393431_10209330139921180_1982826668_n

Jedyne miejsce rozrywki dla dzieci, lina zawieszona od słupa do słupa

astore-25

Widok na górę i wiszące seraki

 

astore-28

Trochę rozrywki w sklepie

astore-29

Rząd przydrożnych sklepików

Pogoda wciąż nie była stabilna wiec nie było sensu wybierać się w treking bezpośrednio pod Nange Parbat raz że chmury wciąż wisiały , a dwa że idzie się tam 4-5 godzin i naprawdę trzeba wybierać się w spokojny dzień.

Został mi już ostatni dzień w tej wiosce i trzeba było wracać do Astore. Wypytałem kiedy wraca jakiś Jeep i okazało się że jeden z mieszkańców ma Jeepa i wraca następnego dnia do Astore po kolejne towary.Ugadaliśmy się na 8:00 rano.
Spacerując bez celu chłopaki zaprosili mnie na mecz piłki nożnej. Poszedłem się przebrać i po powrocie wiedziałem że szykuje się coś grubszego.Pół wioski się gromadzi żeby kibicować !!! Coś niesamowitego. Boisko to było jak tor przeszkód, a przez środek boiska płynie malutki strumyk więc błoto było wszędzie. Sama gra to było połączenie piłki nożnej, karate i pływania. Niektórzy wyglądali jak rycerze ochraniacze dosłownie wszędzie (ochraniacze z drewna). Jedna osoba miała tylko normalne korki reszta w tym ja zwykłe adidasy, byli tacy co jechali na boso lub w lakierkach! Wybrano składy, dzieci stały za bramkami i podawały piłkę.Przed meczem poszedł zakład (wtedy jeszcze nie wiedziałem o co się gra)Zaczął się mecz !!! Po prostu przecierałem oczy ze zdumienia jak pół wioski angażuje się w taki mecz. Nikt nie odstawiał nogi , każdy grał na pełnej mocy.Pierwszy raz zabrałem się z piłką, przebiegłem jakieś 40 metrów i zatkało mnie aż mi się gwiazdy pojawiły w oczach i dotarło do mnie że granie na tej wysokości (3000 metrów) nie jest łatwe. Jednak dawałem z siebie maxa po godzinie grania wyglądałem jakbym wrócił z wojny w sumie wszyscy tak wyglądali. Zdarzało się że biegnąc do piłki kończyło się twarzą w błocie, niektóre akcje wyglądały jak bijatyka jednak każdy z uśmiechem na ustach grał dalej. No i nie było czegoś takiego jak faul czy aut. Czyli kasacja na całego, w tym błocie były idealne warunki co soczystych wślizgów. Może i boisko wyglądało jak najgorsze na świecie , a i gra nie była najpiękniejsza jednak to było jedno ze wspanialszych uczuć jakie przeżyłem.Z czasem zaczęło się wypogadzać aż w końcu ośnieżony 8 tysięcznik odsłonił swoje piękno. Grając jednocześnie podziwiałem górę która dosłownie górowała nad boiskiem co miało swój niepowtarzalny klimat. Będąc tam czułem się szczęściarzem że mogę przeżywać takie chwile w takim miejscu.Moja drużyna wygrała 4:2 no i chwaląc się strzeliłem 3 bramki.Po skończonym meczu czas na uregulowanie zakładu , i dopiero po meczu dowiedziałem się że zakład był na pieniądze, drużyna przeciwna honorowo wypłaciła kapitanowi całą kasę.Ze wszystkich grających jedna osoba rozmawiała tylko po Angielsku , jednak piłka nożna jest uniwersalnym językiem i na boisku dogadywaliśmy się bez problemu. Po meczu posiedziałem ze wszystkimi i trzeba było już iść bo robiło się ciemno. Wróciłem brudny,mokry i potwornie zmęczony . Ta wysokość jest ciężka sama w sobie, a co tu mówić jeszcze o graniu w piłkę.
W hotelu zrobiłem szybkie ogarnięcie przed jutrzejszym powrotem do Astore i resztę wieczoru spędziłem przy ognisku z poznanymi w hoteliku Pakistańczykami.Niebo było niesamowite, podobnie jak w Skardu widać pięknie drogę mleczną. Ciężko to opisać , to trzeba zobaczyć.

astore-2

Nanga Parbat 8126 m.n.p.m

astore-1

Najlepiej zaopatrzony sklep w wiosce

Pamiętacie o której byłem umówiony z kierowcą Jeepa? Przypomnę na 8:00 rano.
Śpię i słyszę trąbienie , patrze na zegarek a tam godzina 6:15 nie minęła minuta słyszę pukanie do drzwi.Otwieram ,właściciel hotelu pokazuje mi że ktoś na mnie czeka. A za płotem Jeep zapakowany po brzegi , ludzie siedzący na dachu i kierowca machający uśmiechając się. Myślę sobie co on zwariował? Miało być o 8:00 a nie chwile po 6. Zebrałem się najszybciej jak tylko mogłem. A na Jeepie czekało już na mnie miejsce na dachu zaraz obok kozy, żywej kozy! Pogoda wyśmienita , zero chmur choć było lekko chłodno.Wróciłem do Astore i następnie kierowałem się już w stronę Islamabadu, zostało mi kilka dni wizy i naprawdę przykro mi że opuszczam już Pakistan! Teraz muszę gnać i to szybko żeby zdążyć przed upływem ważności wizy. Podróżowanie autostopem wciąż przebiega bezproblemowo. Za każdym razem jakieś przygody.

astore-3

Rzut oka z daleka na Rupal i Nange Parbat

astore-4

Koza bardzo spokojnie odbyła podróż

astore-5

W drodze powrotnej do Astore , uszkodzony most

astore-6

O poranku , niedaleko Astore

astore-7

Przepaść, tutaj nic nadzwyczajnego.

5 Comments on “Pakistan-Nanga Parbat

  1. Miło wejść na bloga i zobaczyć, że Ci się udało ;D trzymam kciuki za resztę podróży 😉

  2. Zdjęcie nr 10 jest piękne. Nie mogę przestać na nie patrzeć. Powinno iść na jakiś konkurs.
    Sama chciałabym móc kiedyś zobaczyć takie gwieździste niebo. Cudo!
    Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Translate »