Pakistan-Kweta

Ostatni odcinek w drodze do Kweta prowadził początkowo przez piaszczyste pustkowia i dobrze że tą cześć jechaliśmy wczesnym rankiem więc temperatury nie doskwierały aż tak bardzo.Jak to na pustyni życie nie wydaje się być łatwe i tak rzeczywiście jest.Jest tu spory problem z wodą pitną w wioskach przez które przejeżdżaliśmy.Jechaliśmy drogami gdzie częściowo lub całkowicie były zasypane przez piasek pustynny jednak zawsze udawało się bez problemu przejechać ten odcinek.Przez całą drogę ludzie się do nas uśmiechali, machali lub prosili o fotografie.Zanim dojechaliśmy do Kweta przesiadaliśmy się z eskorty na eskortę około 20 razy.W pewnym momencie jeden z posterunków znajdował się na znacznym wzniesieniu,z niego rozciągał się widok na odległy horyzont.Widok bezcenny ja to nazwałem „królestwem tornad” bo spojrzałem i zobaczyłem niezliczoną ich ilość jednocześnie przemierzających przez pustynię.Widok z góry był niesamowity.

Przed Kweta byliśmy ostrzegani że trzeba mieć oczy dookoła głowy z tego powodu że miasto leży 10 kilometrów od Afganistanu i od dłuższego czasu napływają z tamtą ludzie rzecz jasna nielegalnie.Miasto samo w sobie jest niestabilne i zdarzają się ataki samobójcze.To była tylko teoria prosto z ust policjantów którzy nas eskortowali w praktyce już lada moment mogłem się o tym przekonać.

Dojechaliśmy do Kweta, przejechaliśmy przez tunel w górze i zobaczyłem przedmieścia miasta.Co najlepsze początkowo było dość sporo zamieszania z eskortą w mieście dość długo czekaliśmy na przechwycenie nas i przetransportowanie w miasto.Możliwe że wszystko było spowodowane tym że kilka dni przed naszym przyjazdem były ataki z udziałem zamachowca samobójcy.Warto było czekać bo przyjechała po nas opancerzona furgonetka która dodatkowo była eskortowana przez policjantów na motorach.Z kolei po przejechaniu połowy miasta nasza eskorta z opancerzonego wozu zmieniała się na tuk tuka,troszkę absurdalne by w końcu dotrzeć do hotelu i po raz kolejny spędzić noc w kontrolowanym hotelu.Ja osobiście nie czułem żadnego zagrożenia i jak dla mnie mógłbym iść nawet na piechotę.Ulice miasta to totalny chaos,ale taki ciekawy dla oka. Na ulicach taki tłok że nie w sposób to ogarnąć, więc za bardzo nikt tym się nie zajmuje. Osły, rowery, samochody i ciężarówki przeciskają się miedzy sobą. Słychać jeden wielki gwar trąbienia, ludzie jadący autobusem na dachu trzymających się byle czego żeby tylko jechać,to tutaj nic nadzwyczajnego. Widziałem nawet że dziecko miało z 7-8 lat i prowadziło taksówkę tuk tuk. Ewidentnie Kweta jest przeludniona jednak ma to swój niepowtarzalny klimat.Zostaliśmy ulokowani z Davidem w hotelu.Następnego dnia musieliśmy podjąć decyzje gdzie chcemy się udać bo tutaj kończy się eskorta która nas prowadziła przez ostatnie 2 dni z granicy Irańskiej.My tylko czekaliśmy żebyśmy mogli podróżować na własną rękę i stwierdziliśmy że razem udamy się w dalszą podróż do Karaczi na południe Pakistanu do prowincji Sind.Jeszcze tego dnia musieliśmy jechać do głównego kompleksu policyjnego w Kwecie żeby wypełniając dokumenty związane z zakończeniem eskorty w prowincji Beludżystan.

W hotelu poznaliśmy jeszcze Thomasa z Niemiec podróżującego samochodem z tym że on wracał już do Europy.Bardzo ciekawa postać,podróżował po Indiach z dmuchanym zamkiem i rozkładał go w przeróżnych regionach dla mieszkających tam dzieci.I on musiał z nami jechać załatwiać sprawę z eskortą.I tak we trójkę ruszyliśmy do posterunku.Tym razem przewieziono nas na motorach.Cały kompleks to ogromna baza bardzo dobrze strzeżona.Zostaliśmy skierowani do jednego z budynków i tam zaczęliśmy całą procedurę.Spędziliśmy tam bardzo długo czasu bo wszystko szło bardzo powoli ,musieliśmy chodzić z papierami od pokoju do pokoju.Czekając aż pracownik wypełni kolejne dokumenty siedzieliśmy wszyscy na sofie aż nagle poczułem jakby ktoś mnie lekko szturchał.Spojrzałem na żyrandole i wszystkie bujały się.Jasne było że jest to trzęsienie ziemi i to nie małe.Z sekundy na sekundę co raz mocniej trzęsło.Wybiegliśmy z pokoju i zobaczyliśmy jak wszyscy uciekają.Raz,dwa wydostaliśmy się z budynku,a na zewnątrz znajdowało się mnóstwo ludzi.Po jakimś czasie wystąpiło wtórne trzęsienie choć już o nieco mniejszej sile.

Jak wspominałem wszystko przeciągało się aż w końcu zgłodnieliśmy.Udaliśmy się do knajpki żeby coś przekąsić.Czekając na jedzenie wokół nas zbierało się co raz więcej ludzi.Chcieli sobie z nami robić zdjęcia i to już role się odwróciły to my staliśmy się obiektem zainteresowania.Doszło do tego że my robiliśmy im zdjęcia,a oni nam.W końcu wróciliśmy dokończyć całą sprawę i wróciliśmy do hotelu.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Translate »