Lanzarote- Mars na Ziemi

Nie musisz być Elonem Musk żeby wydać miliardy na testy rakiet które wyniosą Cię na Marsa. Wystarczy spakować plecak i obrać swój kurs na Wyspy Kanaryjskie a dokładnie mówiąc Lanzarote.

Lanzarote, jak wszystkie Wyspy Kanaryjskie, powstała jako efekt procesów geologicznych przez co jej powierzchnia w większości utworzona jest przez wulkaniczną lawę. Wyspa sama w sobie nie jest sporych rozmiarów choć mieści w swoich proporcjach kilka większych miejscowości i wiele mniejszych wiosek a wszystko to rozsiane jest na całej jej przestrzeni. Powiedziałbym że stojąc na wulkanie w centralnej części wyspy można dojrzeć każdy jej kraniec. A to świadczy że wyspa jest naprawdę mała szczególnie gdy korzysta się z transportu.

Jeśli mowa o wulkanach. Bez wątpienia są one ozdobą wyspy i jest ich tam naprawdę dużo. To właśnie one ukształtowały i nadały wyspie „klimatu” sprawiając że krajobraz na niej wygląda tak a nie inaczej. Szczerze przyznam że wcześniej moja wyobraźnia na hasło Wyspy Kanaryjskie miała wizję bujnej egzotyki, piaszczystych plaż oraz wiecznie pięknej pogody. Okazało się że jedyną tam”egzotyką” są sporadycznie rosnące palmy w miasteczkach. Wszystko to co znajduje się po za nimi to surowy i teoretycznie monotonny obraz rodem z Marsa, dosłownie. Plaże? Co prawda są jednak piasek znacząco różni się od tych jakie przyzwyczaiły nas rajskie zakątki z pięknymi plażami. Lecz to nie znaczy że wyspa jest nudna! Broń Boże! I tutaj zachowany jest odpowiedni balans. Bo jest spora grupa ludzi który swój urlop planują przesiedzieć przy basenie a jest też grupa bardziej aktywnych chcących wycisnąć tam z siebie siódme poty.

Klimat podobnie jak całych Wysp Kanaryjskich, jest łagodny, określany mianem „wiecznej wiosny”. Oznacza to brak wyraźnie zróżnicowanych pór roku, z niewielkimi wahaniami średniej temperatury w ciągu roku (od 18 °C zimą, do 24 °C latem). To nie znaczy jednak że można paradować bez koszulki cały dzień. To dobitnie widać na przykładzie turystów. Ich nieproporcjonalne opalenizny mówią same za siebie nawet po kilku godzinach niewinnego leżakowania.
Mimo tak przyjaznych warunków wyspa a w zasadzie jej podłoże nie pozwala na rozwinięcie się bogatej flory. Po za kaktusami i paroma innymi krzaczkami niewielkich rozmiarów w zasadzie nic nie ma prawa urosnąć na spalonych od słońca terenów.

Wbrew pozorom na wyspie istnieje bardzo dobra infrastruktura drogowa. Ona sprawiła że przemieszczanie się po wyspie stało się bardzo łatwe i przyjemne. Wszędzie kursują autobusy (Intercity bus) będące odpowiednikiem miejskiego transportu. Wszystko zostało zorganizowane w ten sposób by mogły spełnić oczekiwania turytów jak i miejscowych. Więc krążą między większymi miastami i turystycznymi miejscami a ich trasa biegnie by nie omijać mniejszych miejscowości. Praktycznie za kilka euro można dostać się na drugi kraniec wyspy. To chyba przystępna cena biorąc pod uwagę jak bardzo turystyczne jest to miejsce.
Najpopularniejszą formą wśród turystów jest wypożyczenie samochodu. Wypożyczalnie są niemal na każdym kroku i nie sposób ich nie zauważyć.
Autostop? Jak zawsze wyśmienicie!

Wyjątkową architekturę zabudowań można zawdzięczać takiemu artyście jak Cezar Manrique. Pochodzący z Lanzarote rzeźbiarz, malarz, architekt. W latach szybko rozwijającej się turystyki zauważył jak bardzo zmienia się pobliska wyspa Gran Canaria i nie była to pozytywna zmiana wedle jego wizji. Wysokie i potężne hotele zaczęły psuć krajobraz i poczucie wolnej od komercji życia. W tym samym czasie ten trend wkraczał na Lanzarote. Od tego momentu Cezar zaszczepił władzom pomysł powrotu do tradycji i wprowadzono reżim architektoniczny. Polegało to na uchwaleniu ogólnego standardu co do proporcji i kolorystyki budynków na wyspie. Wszystkie zabudowania miały mieć tylko i wyłącznie biały kolor. Miał być to powrót do czasów gdy mieszkańcy nie mogli sobie pozwolić na inną farbę niż pochodzącą z pokruszonego wapienia. Taka decyzja nie tylko pozwoliła na utrzymaniu krajobrazu w miłej aurze ale również nadała jej unikatowy styl.

Po erupcjach które wystąpiły w latach 1730-1736 i 1824 roku zostały pamiątki w postaci pól lawowych. W tym miejscu powstał Narodowy Park Timanfaya. Normalnie można wsiąść w autokar i przemierzyć spory odcinek by zobaczyć jak mocnym orężem dysponuje natura. Oprócz widoków czeka na turystów wiele atrakcji m.in sztucznie utworzony gejzer który wyrzuca z siebie wlaną wcześniej wodę, lub skały które potrafią zapalić przyłożoną słomę. Osobiście nie jechałem tam jednak dużo o tym słyszałem i czytałem. Moje doświadczenie z Timanfaya były zupełnie o innym charakterze. Postanowiłem przejść całą jej długość wzdłuż oceanu po polu lawowym. Jak się okazało był to strzał w dziesiątkę. Przejście było ciekawym dla oka i ciała przeżyciem. Po dwóch dniach zmęczony ale nasycony dotarłem do mieściny La Santa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Translate »