Iran-Ostatnia prosta Sistan i Beludżystan

Zahedan to ostatnia większa miejscowość przed Pakistanem jakieś 80 kilometrów od przejścia granicznego. Spędziłem tam jeden dzień i udałem się w stronę granicy. Region przed przejściem granicznym jest kontrolowany przez wojsko Irańskie poprzez ustawione przy drodze posterunki,jest to punkt gdzie kontroluje się każdego kto wjeżdża i wyjeżdża.Jedna buda, zasieki i żołnierze stojący z karabinami. Idąc za jednym z żołnierzy na przeszukanie zobaczyłem na szybach plakaty „Down with USA” i „Down with Izrael”. Takie punkty przy drodze wydają mi się nieodłącznym elementem podróżowania w tym regionie.Zostałem przeszukany później wypytany gdzie się wybieram ,wpisałem się w rejestr następnie stanął przede mną jeden z policjantów trzymając mój paszport,oddał go,i powiedział że mogę.Aż miło się zdziwiłem że bez żadnych obiekcji pozwolili mi iść na piechotę dalej.

Stąd miałem jakieś 60 kilometrów do przejścia granicznego , idąc po swojej lewej stronie góry i 15 kilometrów stąd było już terytorium Pakistanu,a kawałeczek dalej bo za 30 kilometrów znajdował się Afganistan.Temperatura była ekstremalna,wspomniane góry w oddali i pustkowie dookoła! Mimo skwaru szedłem pewnie bo wiedziałem że jestem dobrze zaopatrzony bo miałem ze sobą spory zapas wody i jedzenia w razie nieprzewidzianej przygody. Od czasu do czasu słyszałem strzały,miałem tylko nadzieje że wojskowi w pobliżu urządzają sobie ćwiczenia,bynajmniej musiałem sobie tak to tłumaczyć.
Miałem ze sobą mapę która jasno pokazywała że w drodze od Zahedan do granicy znajdują się 3 mniejsze miejscowości.Kiedy myślałem że już niedługo na nią natrafię okazywało się że szedłem i szedłem nic.Według mnie już dawno powinienem minąć chociaż jedną z nich.Najgorsze było to że aut prawie nie było więc nie było jak złapać autostop.Przez kilka godzin marszu pustkowiem po rozgrzanym asfalcie minęło mnie zaledwie kilka aut.Aż tu nagle zobaczyłem po swojej lewej stronie kłęby dymu.Był to ślad unoszącego się piasku po pędzącym aucie,ucieszyłem się niezmiernie bo zawsze to jakaś szansa że akurat skręcą w moją stronę i może zabiorą na granicę.Stałem i przyglądałem się , byli co raz bliżej.Aż w końcu ujrzałem dokładnie.Stara zdezelowana terenówka,a na jej pace kilku uzbrojonych mężczyzn z kałasznikowami.Głowy mieli pozasłaniane chustami.Wyobraźnia pracuje !!!! Stałem w bezruchu i czekałem w zasadzie na to co się wydarzy.Wiać nie za bardzo bo po pierwsze że nie było gdzie ,przecież stałem na środku pustkowia, a po drugie że zawsze istnieje ten cień szansy że można się jakoś dogadać.
Podjechali i zupełnie nie spodziewałem się takiej reakcji.Jeden z zamaskowanych mężczyzn na pace ściągnął chustę i z uśmiechem na ustach wrzasnął ” Helllo my friends ! „. Już wiedziałem że będzie dobrze,i nie zrobią ze mnie żywej tarczy .Była to armia Irańska z nieoznakowanym samochodem i bez mundurów, patrolująca wzgórza wzdłuż granicy z Pakistanem.W ten sposób starają się wyłapać imigrantów z Pakistanu i Afganistanu przedostających się do Iranu. Zapytali co ja robię tutaj pośrodku niczego ,zatem odparłem że idę do Pakistanu po czym zabrali mnie ze sobą , później zatrzymali inne auto i nakazali mnie zabrać do ostatniej miejscowości w Iranie,Mirjaveh skąd miałem do granicy 5 kilometrów jednak musiałem zostać tam bo było za późno żeby przekraczać granice.

Dotarłem z dwójką znajomych do Mirjaveh , na odchodne obdarowali mnie owocami i życzyli pomyślnej podróży. Obszedłem to nieduże miasteczko i resztę dnia spędziłem chowając się przed upalnym słońcem.Pod wieczór ponownie zacząłem się kręcić  po mieście i tak poznałem jednego ze sklepikarzy , ten zapoznał mnie z kolejnym,aż jeden z nich postanowił mnie ugościć.Początkowo poczekałem aż zamknie sklep więc odpoczywałem w lokalnym meczecie gdzie troszkę się przespałem i podładowałem sprzęt.Już pod koniec dnia przyszedł po mnie i zaprowadził do siebie.Mieszkał on na wielkim ogrodzie otoczonym przez ogromny mur.Pośrodku ogromna pompa wodna na kilkadziesiąt metrów.W tej całej oazie mieszkała cała jego rodzina i rodzeństwo z dziećmi. Co za tym szło było tam tłoczno i wesoło.Początkowo przystanęliśmy na tym że rozbije się u nich w ogrodzie jednak gospodarz z czasem zaczął tłumaczyć że to jest niespokojne miasteczko i w nocy jest wszystko możliwe.Wolał nie ryzykować i stwierdził że zawiezie mnie do hotelu.Co nie za bardzo mi się podobało bo hotele tutaj są w obstawie policji. A w momencie kiedy dowiedzą się że chciałem się rozbić z namiotem to będą niepotrzebne pytania.Po drugie hotel też trochę kosztuje bo jest ochraniany.Starałem się mu wytłumaczyć że to nie jest dobry pomysł. Lecz ciągle powtarzał żebym się nie martwił i będzie dobrze.Przewieżli mnie na pace terenówki do Hotelu.Zrobiło się nie małe zamieszanie.Właściciel hotelu zobaczył że Europejczyk czyli w oczach pokazały mu się $ .Chlasnął taką cenę że od ranu mu powiedziałem że nie ma mowy.Mimo że cennik mówił co innego,na dobrą sprawę po chwili on zniknął z lady.Z drugiej strony policja twierdziła że nie mogę iść na własną rękę w miasto bo jest noc,i nie ma mowy o rozbijaniu namiotu bo byłoby to zbyt niebezpieczne.Czyli to czego się obawiałem że znajdę się między młotem,a kowadłem. Ani w prawo ani w lewo, w końcu kiedy każdy się licytował na swoją rację przeszło mi przez głowę żeby zwiać bo wszyscy byli zainteresowani debatą na mój temat.Po jakimś czasie pojawił się ponownie sklepikarz który był sprawcą całego zamieszania i mu powiedziałem że właśnie tego chciałem uniknąć.Wtedy włączył się do dyskusji trzymając mnie za ramie.Wiedziałem że chce jak najlepiej i jakoś mu się udało że mogłem przenocować za darmo.zostałem poinformowany że następnego dnia wcześnie rano zostaje eskortowany na granicę z Pakistanem. Wszyscy zaprowadzili mnie do pokoju jednak nie dostałem kluczy ,lecz zapukali do pokoju w którym ktoś już był.Okazało się że w pokoju był David z Włoch.Podróżujący dokładnie w takiej samej formie  i znalazł się tutaj w podobnych okolicznościach jak ja.Zanim poszliśmy spać przegadaliśmy pół nocy o swoich przeżyciach w podróży i planach co dalej.Najfajniejsze było to że nadawaliśmy na tych samych falach i mieliśmy podobne zainteresowania, nie tylko te podróżnicze.

W nocy było strasznie gorąco z ledwością usnąłem .Rano przyjechała obiecana eskorta i po raz kolejny na pace terenówki zawieźli nas do ostatniego punktu kontrolnego przed przejściem granicznym z Pakistanem.Tam odczekaliśmy swoje,dokładnie nie wiem dlaczego to tak wolno szło,ale przynajmniej żołnierze dbali o to żebyśmy mieli co pić i przynosili nam kubki z zimną wodą,a było bardzo gorąco już od samego rana.Punkt w którym czekaliśmy był to malutki posterunek przy drodze otoczony betonowymi bandami i kolczatkami .Wokół mnóstwo uzbrojonych po zęby żołnierzy.Stąd przejechaliśmy parę kilometrów i byliśmy już na granicy z Pakistanem.Zaprowadzono nas do pokoju gdzie sprawdzono wizę i oficjalnie byłem już na terytorium Islamskiej Republiki Pakistanu !!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Translate »