Gruzja-Duch lat 90

Żeby najlepiej zobrazować czym jest Gruzja w tym momencie, pokusiłbym się o tezę że jest to Polska co najmniej z lat 90. Brzmi dość ekscentrycznie ale jest to fakt i warto przekonać się o tym teraz gdy wciąż Gruzja daje taką możliwość. Dobrym przykładem będzie chociażby Polska, kiedy zatraca się swój tradycjonalizm zastępując go oklepanym schematem życia narzuconym przez zachód. Oczywiście jak wszystko ma swoje plusy i minusy ale chcąc zaczerpnąć jeszcze oddech lat 90, przepis jest prosty. Plecak na barki i w drogę!

To była moja druga wizyta w tym kraju. Pierwszy raz byłem podczas półrocznej autostopowej podróży na kontynent azjatycki, a wizyta w Gruzji ograniczała się tylko do wspinaczki na jeden ze szczytów Kaukazu oraz paru dni drogi w kierunku Armenii. Tym razem wróciłem tam z Darią chcąc poczuć i poznać jak płynie życie w kraju pysznej kuchni, bogactwa winnego i spokojnego rytmu życia. 

Nasza podróż zaczęła się od miasta Kutaisi położonego w środkowej części kraju. Pierwsze co rzuciło się w oczy to stare budynki szczególnie blokowiska pokazują obraz tego kraju, mówiąc w skrócie skromnego życia. Nie da się ukryć że statystyczny Gruzin żyje o wiele skromniej niż statystyczny Polak i te różnice widać dobitnie właśnie w takich miejscach jak to.

Prawdziwą perełką są targowiska, wbrew pozorom nie tylko znajdujące się tam towary potrafią zatrzymać człowieka na dłużej, a sami sprzedawcy. Przekonaliśmy się o tym podczas naszego pierwszego spaceru przez targ kiedy zostaliśmy zaczepieni przez jednego ze sprzedawców. Przywitał nas tradycyjnym gruzińskim trunkiem czaczą. Po piętnastu minutach wyszliśmy stamtąd nie do końca trzeźwi, a jakby tego było mało to jeszcze najedzeni z zapasem na resztę dnia (już nigdy więcej nie wracaliśmy tamtą drogą).
Trzeba również pamiętać że w momencie kupna swojskiego wina gdzieś na stoisku przyjdzie nam jeszcze wypić na spróbowanie więc trzeba mieć zawsze jakąś rezerwę bo to jest Gruzja,nigdy nie wiadomo kiedy alkohol stanie na naszej drodze. A ceny same w sobie będą zachęcać by to kupić a wybór nie będzie łatwy bo jest tego sporo aż ciężko się połapać szczególnie że nazwy nie należą do najłatwiejszych już nie mówiąc o pisowni gruzińskiej. 

Sprzedawca był oczarowany Darią! ;D

Najpierw degustacja a później dobicie targu.

Hazard po Gruzińsku! Powiem szczerze gdy zobaczyłem ten automat do gry przypomniałem sobie że w ogolę coś takiego istniało. Widziałem to wielokrotnie jako dziecko gdzieś nad polskim wybrzeżem. Tak samo wciągające jak wiele innych gier hazardowych i co istotne nie stoi tam żeby tylko stać bo grają tam również miejscowi. Tak niespodziewane spotkanie w szczególności utrwaliło mnie w przekonaniu że jeszcze nie raz Gruzja nas zaskoczy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Translate »